SENTYMENTALNIE O ISLANDII #2



Nieopodal KEX Hostel

4 dni intensywnego treningu – tak mogę podsumować BiTriMulti, w którym miałam możliwość wzięcia udziału w Islandii. Jednak to nie wiedza była tu najważniejsza, ale umiejętność pracy w zespole i zdolności komunikacyjne. Efektem w ciągu tych kilku dni poznałam ludzi, z którymi do dzisiaj utrzymuję kontakt i od których mam wciąż aktualne (niewykorzystane jeszcze) zaproszenia, na które przyrzekłam sobie odpowiedzieć w najbliższym czasie. Jednak póki co dzielę się z Tobą poniżej moimi doświadczeniami z Islandii.

W trakcie trwania BiTriMulti obok zajęć, które przybliżyły nam tajniki zarządzania międzynarodowym projektem, mogliśmy wymienić się naszymi spostrzeżeniami kulturowymi, podzielić tradycją i zwyczajami praktykowanymi w naszych krajach, a także doświadczyć narodowych specjałów, które WYNOSIŁY nasze podniebienia w kosmos.



Nasza propozycja (dla podtrzymania stereotypów o Polakach ;-)

To między innymi za sprawą Wieczorku Kulturowego, który miał miejsce podczas drugiego dnia naszego pobytu. My – jak na Polaków przystało – przywieźliśmy m.in. 2 (szczególnie kojarzące się z Polską) napoje i osób z Torunia - pierniki. Co prawda nie przebiliśmy estońskiego "Terviseks!" (w tłumaczeniu: „Na zdrowie!"), ale nasz polski stolik także cieszył się uznaniem.



Stół estoński

Na mnie największe uznanie zrobiły cypryjskie oliwki (Pierwszy raz w życiu zajadałam się nimi z takim smakiem. Na co dzień wystarczy sam ich zapach, abym miała reakcje wymiotne) i przysmaki gospodarzy - Hákarl oraz coś na wzór fińskiego specjału Salmiakki.



Stół brytyjski

O niezwykłości Hákarl mógł przekonać się każdy z nas, kto tylko podszedł do Sölvi, który częstował wszystkich wspomnianym islandzkim rarytasem. Wystarczyło zapytać o potrawę, którą przyniósł, a już na jego twarzy można było dostrzec cyniczny uśmiech połączony z nutką kusicielskiego pytania - „Chcesz spróbować?” i usłyszeć od zgromadzonych wokół niego osób - „Tylko nie wąchaj!”.

Tylko jak tu nie powąchać, gdy 10 z 11 wśród ludu krzyczy jednocześnie - „Tylko nie wąchaj!”? No i powąchałam…

Następnie chwile zawahania i spróbowałam...

Jednak zapach okazał się nie być mi obcy! - Dawno, dawno temu doświadczyłam go, gdy nieopodal polnej drogi, którą przechodziłam, leżało rozkładające się ciało sarny. Z kolei co do smaku to muszę przyznać, że ta tradycyjna islandzka potrawa - przygotowywana ze sfermentowanego mięsa rekina - smakowała jak zwykła, półsurowa ryba.



Stół grecki

Kolejnym wyzwaniem okazały się słodycze na bazie lukrecji. Te były w postaci prostokątnych cukierków w kolorze czarnym. Po tym jak gospodarze zachęcali nas słowami, że to ich narodowy przysmak, razem z Anią nie mogłyśmy im odmówić. Odczucia po pierwszym kęsie: apopleksja kubków smakowych i łzy w oczach.

Te kulinarne doświadczenia z Islandii traktuję, jak jedną z tych lekcji, którą można włożyć do przegródki "podróże kształcą". Dzięki temu zdarzeniu nauczyłam się, że za granicą słodycze należy kosztować z umiarem, co zresztą później przydało mi się podczas pobytu w Finlandii. Na koniec, aby tak nie krzywdzić Islandczyków, muszę przyznać, że poza opisanymi powyżej dwoma przykładami mają pyszną kuchnię. Serwowano nam urozmaicone dania tak, abyśmy mogli spróbować ich kunsztu kucharskiego i muszę przyznać, że za każdym razem z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnego posiłku (i wcale nie z głodu). Najbardziej tęsknię za świeżymi rybami, wypiekanym w ziemi pieczywem i solonym masłem. Jak moja siostra Gosia mówi - „Pycha, że aż buty spadają!”. Czy coś w tym stylu... 

Jacy są Islandczycy? Trudno jest mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale na pewno wyróżniają ich dwie cechy – powściągliwość i ogromna chęć udzielania pomocy. Między innymi to dzięki Ólöf, która zabrała nas wszystkich na Perlan (jeden z najbardziej rozpoznawalnych obiektów Rejkiawiku), mogliśmy podziwiać panoramę stolicy Islandii.



Przykładowy widok z Perlan

Ze swoją urodą wtapiałam się w otoczenie Islandii, przez co często kierowano w moją stronę obco brzmiące dla mnie słowa (już przy samej próbie wymowy imion osób, które tam poznałam, łamał mi się język). Jednak na tej Wyspie nie doświadczyłam braku znajomości języka angielskiego, co jak się później okazało nie zawsze nam sprzyjało. Ale o tym już w kolejnym poście.

PHOTOS BY Róża Błaś