SENTYMENTALNIE O ISLANDII #4


Islandia jest tak zniewalającym zmysły miejscem, że trudno się w niej nie zakochać. Ja także uległam tej gorącej wyspie. W pełni zaufałam jej, usypiając swoją czujność - o czym przeczytasz poniżej w treści postu. Uprzedzam Cię tylko, że ten wpis już nie będzie tak bogaty w zdjęcia jak poprzednie publikacje o Islandii. Warunki, w których przyszło mi przebywać, nie sprzyjały fotograficznym zapędom.

Wyprawa po zachodnim wybrzeżu Islandii tak nas pochłonęła, że dopiero ok. godziny 19:15 dotarliśmy do miejsca, w którym byliśmy o krok od osiągnięcia głównego celu naszej podróży – kąpieli w gorących źródłach – a przynajmniej tak nam się wtedy wydawało. Kąpiel w gorących źródłach wybraliśmy zamiast pobytu w geotermalnym spa Blue Lagoon, o czym częściowo zadecydowała cena (taka przyjemność kosztowałaby nas co najmniej 40 euro), jak i chęć głębszych doznań przyrodniczych.


Najpierw zatrzymaliśmy się przy przydrożnej stacji benzynowej, aby upewnić się, że zmierzamy w dobrą stronę. Pracująca tam pani pokierowała nas, ale uprzedziła, że według niej jest już zbyt późno, aby wyruszać w taką wyprawę. Jak twierdziła: – „Szlak do gorących źródeł liczy ponad 2 km, co zajmuje przynajmniej 45 minut pieszej wędrówki”.

Jednak pełni entuzjazmu upewniliśmy ją, że nasze młode nogi w 15 minut pokonają drogę w jedną stronę. Mieliśmy 45 minut, więc zgodnie z naszymi obliczeniami powinno nam jeszcze zostać trochę czasu na zanurzenie się w gorących źródłach i wrócić zanim zacznie się ściemniać.

Nie wzięliśmy pod uwagę tylko jednego, że gorące źródła są położone w wyższych partiach gór, a 2 km drogi cały czas pod górę idzie się trochę wolniej nić po równym terenie.


Na początku droga była dość prosta, bez konieczności podejmowania większego wysiłku w postaci przeskakiwania przez rzeczki itp. Za sprawą wypływających z ziemi strużek, w których woda wrzała i tworzyła parę - cały czas towarzyszył nam zapach siarki.


Po 15 minutach wędrówki zaczęliśmy odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia. Ktoś zapytał:  - „Czy daleko jeszcze?”. Później było już tylko gorzej. Każdy kolejny kijek wyznaczający szlak, który nasz wzrok był w stanie objąć, napawał nas nadzieją, że niedługo ujrzymy gorące źródła. Jednak obchodząc górę i osiągając go - dostrzegaliśmy następny.

Zaczęło się ściemniać, a na szlaku pojawił się śnieg. Coraz częściej padały głosy dotyczące powrotu. Jednak nie chcieliśmy poddawać się w takim momencie, bo co jeżeli za kolejną górą znajdują się gorące źródła?!

Z każdą minutą widoczność malała. Idąc tak, w pewnym momencie usłyszeliśmy dobiegające nas coraz bliżej głosy. Zza zakrętu wyszło dwóch Islandczyków, wracających z gorących źródeł. Zapytaliśmy ich o drogę. Uparcie twierdzili, że nie powinniśmy zawracać, tylko kontynuować wędrówkę, ponieważ w 5 minut będziemy na miejscu. Co dziwniejsze – jeden z nich twierdził, że księżyc oświetli nam drogę powrotną (pomijając fakt, że akurat był nów).

Po zastrzyku nadziei - szliśmy dalej. W końcu zostało nam zaledwie 5 minut.

Po kolejnych 15 minutach gorących źródeł jak nie było - tak nie było. Co więcej znaleźliśmy się na wysokości, na której wiał bardzo silny wiatr. Dodatkowo następujące co kilkadziesiąt sekund silne podmuchy wiatru powodowały, że z trudem przychodziło mi utrzymywanie się na wąskim szlaku.

W końcu dostrzegliśmy pierwsze gorące źródła. Z daleka było widać, że woda w nich wrze, więc nie było mowy o jakiejkolwiek kąpieli. Zresztą wszyscy byliśmy zmęczeni. Chociaż miałam wrażenie, że chłopcy są do tego stopnia podekscytowani ich widokiem, że zaraz wskoczą do wody.

Gdy wracaliśmy było już całkowicie ciemno. Jedynie latarki przy telefonach ratowały nas, wskazując szlak. Niejeden raz ktoś upadł. Najmniej szczęścia miała Maeri, która pośliznęła się 3 razy. Przy ostatnim upadku - gdy byliśmy już prawie na miejscu - tak niefortunnie upadła, że była przekonana, że złamała rękę. Na szczęście skończyło się na kilku siniakach.

O godzinie 21:00 z poczuciem wielkiej radości usadowiłam się na siedzeniu, wypożyczonego przez nas samochodu.

Czasami pragnienie osiągnięcia celu jest tak duże, że żadne trudności nie są w stanie zniweczyć naszych planów. Moja historia pokazuje, że nie ma lepszej motywacji od pożądania. Jeżeli coś naprawdę pragniemy, to nic nie jest w stanie nas powstrzymać. Jednak zawsze należy wziąć pod uwagę ewentualne konsekwencje takich działań, bo mogą one nie być warte swojej ceny.

PHOTOS BY Róża Błaś