SENTYMENTALNIE O BAWARII CZ. #5


Podczas ostatniej wizyty w Austrii otarłam się o Bawarię. Tu m.in. oddałam się zwiedzaniu bawarskich zamków Neuschwanstein oraz Hohenschwangau. Chociaż w ich przypadku można by rozważyć, czy słowo „zwiedzanie” to nie za dużo powiedziane.

O Neuschwanstein chyba nie muszę się zbytnio rozpisywać… no bo kto nie zna zamku, stanowiącego inspirację dla Disneya? Tymczasem Hohenschwangau powstał na ruinach XII – wiecznej twierdzy Schwanstein. To tu w 1864 r. Ludwik II wprowadził się ze swoją matką w oczekiwaniu na ukończenie budowy Zamku Neuschwanstein.


Oba zamki znajdują się w niedalekiej odległości od siebie, dlatego osobom zainteresowanym sugeruję najpierw odwiedzenie Zamku Hohenschwangau, a następnie przejście do Zamku Neuschwanstein. Droga zajmuje ok. 30 min. wolnego, ale rytmicznego spaceru i przez cały czas prowadzi pod górę (oczywiście zawsze należy wziąć pod uwagę własne możliwości fizyczne).


Niestety jest jeden mały minus. Bilety do zamków kupuje się w kasie biletowej, gdzie także decyduje się o kolejności wyboru zamku. Po czym cierpliwie czeka się na nadrukowaną na bilecie godzinę wejścia. Obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy”. Co powoduje, że może się tak zdarzyć, że czas oczekiwania na wejście wydłuży się do półtorej godziny. Wpływ ma na to zastosowany system bramek, które otwierają się po zeskanowaniu kodu kreskowego na danym bilecie tylko przez 5 min. od wskazanej na bilecie godziny.


Wizyta w Zamku Hohenschwangau trwała maksymalnie 15 minut. Ku mojemu rozczarowaniu pokazano zaledwie kilka pomieszczeń/sal/komnat, omijając najbardziej ciekawe obszary zamku takie jak np.: kuchnia, pomieszczenia dla służby, piwnice etc.


Sytuacja trochę lepiej prezentowała się w przypadku Zamku Neuschwanstein, ale także moja obecność nie trwała tam dłużej niż pół godziny. Stąd też rekomendacja o zwiedzanie go w drugiej kolejności.

Godziny pomiędzy wizytami w zamkach są narzucone z góry, więc lepiej jest najpierw udać się do Zamku Hohenschwangau, gdzie wizyta trwa krócej, a następnie do Zamku Neuschwanstein. Ponadto Zamek Neuschwanstein usytuowany jest w bardziej majestatycznej scenerii, co może pochłonąć osoby lubujące się w kontemplacji widoków. A szkoda byłoby, aby przepadło zwiedzanie, za które już zapłaciło się kilkanaście euro.


Odradzam także zaplanowanie wizyty na okres zimowy, gdy ziemię pokrywa oblodzony śnieg. W tym czasie ze względów bezpieczeństwa nie można udać się do punktu widokowego, z którego można podziwiać Zamek Neuschwanstein w pełnej okazałości.


Koszt biletu to inna kwestia. 11 euro (cena biletu grupowego) za 15 minut to według mnie dość wygórowana cena. Ponadto zabronione jest robienie zdjęć. Niedostępna jest nawet opcja, praktykowana m.in. w Polsce, fotografowania za dodatkową opłatę.

Jeżeli jeszcze raz mogłabym zdecydować to nie kupowałabym biletów, uprawniających do wstępu do wnętrza zamków. Nie są one tak zachwycające jak się wydają albo przynajmniej przegrały z tworami mojej wyobraźni.

Jednak plusem dla zwiedzających jest znajdujące się w zasobach zamków audio w języku polskim, Jest to alternatywa dla tych, którym język angielski czy niemiecki nie leżą. Chociaż zwiedzanie zamku z czymś na kształt pilota przy uchu jest mało komfortowe. Zwłaszcza że wchodząc do każdego kolejnego pomieszczenia należy znaleźć się w pobliżu kogoś, kto na zasadzie nadajnika uruchomi kolejne audio. Niestety, ale przewodnik z krwi i kości jest tu niedostępny. Dotyczy to także przewodników w języku niemieckim czy angielskim. Oczywiście plusem jest różnorodność językowa audio dostępnych dla zwiedzających.

PHOTOS BY Róża Błaś