#3 WSKAZÓWKI CZYNIĄCE PODRÓŻE ŁATWIEJSZYMI WE FRANCJI ORAZ KRAJACH SKANDYNAWSKICH I SŁOWIAŃSKICH


Powiedzenie, że podróże kształcą, wcale nie wzięło się bez przyczyny. Bardzo lubię słuchać opowieści innych osób i chętnie dzielę się swoimi anegdotami. W końcu każda z podróży to możliwość zdobycia wiedzy, której na próżno by szukać w książkach. Poniżej prezentuję kilka wskazówek, które według mnie czynią je mniej skomplikowanymi niż poszczególne sytuacje mogłyby na to wskazywać.

#Wskazówka 1

Nie wyobrażam sobie podróży bez aparatu fotograficznego i także momentu kiedy całą zawartość, która się na nim znajduje, tracę przez swoje roztargnienie. W ramach działań zapobiegawczych na karcie pamięci, znajdującej się w aparacie, mam zapisany plik .png, na którym w dwóch językach (angielskim i polskim) jest zapisana prośba o przesłanie sprzętu na dany adres. Na tym świecie jest dość sporo uczciwych ludzi i zdarza się, że zgubiony sprzęt trafia z powrotem do właściciela. Przetestowałam to na własnej skórze w Islandii, ale to kraj skandynawski, a one rządzą się innymi prawami.

#Wskazówka 2

Nieźle trzeba się nagimnastykować, aby na ulicach Francji spotkać osobę, która chętnie udzieli pomocy, przekazując niezbędne do tego informacje w języku angielskim. Jednak jest na to sposób! Jego propagatorem jest mój znajomy. Zapewnia, że przy jego zastosowaniu przypadkowy rozmówca od razu "zapomina języka francuskiego w gębie" i odnajduje w sobie tę brytyjską iskrę.

Bez względu od potrzeby w zakresie informacji jaką pragnie się pozyskać, należy podążać następującą ścieżką:
- powiedzieć łamanym francuskim, że słabo zna się ten język,
- zapytać w swoim rodzimym języku o umiejętność posługiwania się nim,
- zapytać w innym języku, który choć trochę się zna (na wszelki wypadek) o to co wyżej,
- z widoczną resztką nadziei na twarzy zapytać o potencjalną znajomość języka angielskiego.

Ponoć w następstwie takiego zabiegu lekko oszołomiony przechodzień dokłada wszelkich starań, aby udzielić pomocy.

#Wskazówka 3

Z mojego doświadczenia wynika, że Polska jest postrzegana przez Zachód (szeroko rozumiany) jako państwo, w którym znajomość języka angielskiego kształtuje się na niskim poziomie. Jednak rzecz ma się podobnie w przypadku innych krajów słowiańskich.  W związku z czym sugeruję w ich granicach używać języka polskiego. O wiele łatwiej jest się porozumieć w ten sposób (z taksówkarzem, kasjerem w sklepie etc.) niż stosując język angielski. Nauczyłam się tego podczas pobytu w Bułgarii, gdy zostałam zamknięta w sali komputerowej na drugim piętrze. Do dzisiaj wiem, że po bułgarsku klucz to ключ (czytaj: klucz).

PHOTOS BY Róża Błaś