KTO NAS LUBI, A KTO NAS NIE LUBI?


Lubi. Nie lubi. Lubi. Nie lubi. Lubi...

Tak jak pozbawia się róże płatków, tak można by porwać mapę Europy na narody, które za nami - Polakami - przepadają oraz na te, które nie znoszę naszej obecności. Ta sympatia lub antypatia do nas jest demonstrowana na każdym kroku, więc nieraz przychodzi konieczność stawienia jej czoło poza granicami kraju.

Powiedzenie: "Polak i Słowak to dwa bratanki" albo "Polak i Węgier to dwa bratanki" nie jestem w stanie zliczyć ile razy padło z ust moich znajomych adekwatnej narodowości. Słowacy i Węgrzy uwielbiają nas, ale z mojego doświadczenia wynika, że to działa w dwie strony.

Z kolei Finowie i Szwedzi traktują nas jak tanią siłę roboczą. Zresztą o niejednym stereotypie o Polakach można usłyszeć na skandynawskiej ziemi. Gdyby nie obecność na ślubie fińsko-szwedzkim to do dzisiaj myślałabym, że powiedzenie "Jedź do Polski, Twój samochód już tam jest!" jest zarezerwowane dla Niemców. A jednak nie! Szwedzi też mają w zwyczaju tak mawiać. Ciekawi mnie tylko komu chce się podjąć trud przetransportowania samochodu przez Morze Bałtyckie, skoro mamy bezpośrednią granicę z Niemcami?

Podobnie rzecz się ma z Holendrami. Podczas mojego ostatniego pobytu w Bułgarii na co dzień miałam kontakt ze sporą ich grupą. Koleje zdarzeń nieraz prowokowały do tekstów typu: "Klamka się zepsuła? Nie martw się... W końcu od czego mamy Michała?! On to naprawi!".

Z kolei jeżeli chodzi o Francuzów, Włochów czy Hiszpanów albo też Portugalczyków to jako blondynka z niebieskimi oczami mogę powiedzieć, że są do nas pozytywnie nastawieni.

Co nam pozostaje w takiej sytuacji? Odsunąć uprzedzenia na bok, zakasać rękawy i podjąć się ciężkiej pracy naprawy wizerunku Polaków za granicą.

PHOTOS BY Róża Błaś