STREETS OF LISBON PART #1




Powrót z Lizbony zaliczam do jednych z najbardziej koszmarnych, ale... było warto! Dzięki temu mam Ci wiele do powiedzenia. Tym samym rozpoczynam cykl wpisów dotyczących Lizbony, a będzie ich sporo, bo okazuje się, że w miejscu tym powitam kolejny - 2016 rok.

My coming back from Portugal to Poland I can describe as one of the most horrible, but… it was worth it. Thanks to my journey, I have so many things I want to tell you about. By publishing this post I am going to start a series of posts about Lisbon. And you can expect pile gross of them. Especially, that I will celebrate New Year's Eve in Portugal as well.


Zbliżając się do skrzyżowania ulic Rua Nova Do Carvalho i R. Alecrim nie sposób nie zauważyć landrynkowego różu, pokrywającego asfalt. Każdy jego centymetr kwadratowy, emanujący delikatnością, w zestawieniu z chłodnymi kolorami budynków, otulających Rua Nova Do Carvalh, nadaje miejscu nieco subtelności. Jednak nie dajcie się zwieźć pozorom! Za dnia niewinne, w nocy przeładowane perwersją. Tu jak w raju poczują się wszyscy miłośnicy mocnych wrażeń klubowych, dla których słowo „nie” nie istnieje… albo przynajmniej jest przez nich rzadko stosowane.

Approaching the crossroads of Rua Nova do Carvalho and R. Alecrim you cannot avoid to notice the pink street which seems to be the centre of every pedestrians' attention. Its every square centimeter emanates with gentleness. Besides, the combination of the cool color buildings, surrounding Rua Nova do Carvalho, bestows the subtleness on the street. But do not let it deceive you! Innocent during a day and packed with perversion during a night. The pink street looks as to be created as a paradise to lovers of clubs full of inappropriate entertainment, for whom the word "no" does not exist ... or at least they use it quite rarely.







PHOTOS BY Róża Błaś