LANDING IN PORTUGAL AGAIN


It is 6:30AM in Portugal and it’s still pitch black outside. I had such a great time in Portugal and partly in Spain and Gibraltar last days. I found out that I actually do enjoy being in the sunshine a lot. But on the other hand, I miss this wet chill which seeps right into cheekbones. Hope winter be still in Poland when I come back. To your information, 1 degree Celsius in Poland is not such kind of torture as 15 degrees Celsius in Lisbon.

It also would seem that after a week of keyboard abstinence, I am indeed a little bit rusty.
This blog post is for me a kind of drug.

Happy New Year 2016 to you and your loved ones!

--------------------------------


Jest 6:30 czasu portugalskiego. Po raz pierwszy od dwunastu miesięcy obudziłam się przepełniona spokojem. Za oknem świat nadal pokrywa chłodna ciemność, ale dla Polki to nic nowego o tej porze roku. Ostatnie dni, które spędziłam w Portugalii i częściowo w Hiszpanii oraz na Gibraltarze, będę długo wspominała, tworząc w głowie plan kolejnej podróży. Spodobało mi się to bycie przez cały czas w blasku słońca.

Chociaż z drugiej strony brakuje mi uczucia tych niewidzialnych, zimnych igiełek, wbijających się w policzki. Mam nadzieję, że wraz z moim powrotem do Polski zima zagości na dobre.

Ze względu na tygodniową abstynencję od urządzeń takich jak laptop i w dużej mierze także telefon komórkowy, czuję jak moje ciało zaczyna rdzewieć. Ten post jest dla mnie swego rodzaju lekarstwem.

Wszystkiego najlepszego w 2016 r. dla Ciebie i Twoich najbliższych. 




PHOTOS BY: Mikhail Fominykh