BACK TO THE NATURE


I love days spent on the beach. Contact with nature has always been important to me. Even after a hard day's work, a half-hour walk through a forest is able to move me back to the life. The only rule I must keep is that the time spent in nature is linked to some activity. Lying on the beach is hardly my style.

It is how it was handled the last weekend as well. The dinner eaten in the company of the sound of the waves of the ocean and the seagulls was crowned with a 5-kilometer walk. Crossing the border, following which naked sunbathing should not create any inconvenience feeling from the point of view of both sides, allowed me to find a path leading to the top of the hills rolling along the beach. Strolling by their shore (of course, taking into consideration all precautions), I re-formulated my imagery of Portugal. By the way, not for the first time when being influenced by the nature.

* * *

Uwielbiam dni spędzone na plaży. Kontakt z naturą zawsze był dla mnie ważny. Nawet po ciężkim dniu pracy półgodzinny spacer po lesie jest w stanie zregenerować wszystkie moje siły. Przy czym czas spędzony w otoczeniu natury musi być połączony z jakąkolwiek aktywnością. Leżenie na plaży jest mocno nie w moim stylu.

Tak też było w zeszły weekend. Obiad zjedzony w towarzystwie szumu fal oceanu i pisku mew zwieńczyłam 5-kilometrowym spacerem. Przekroczenie granicy, za którą opalanie się nago nie powinno stwarzać żadnych niezręczności z punktu widzenia obu stron, pozwoliło mi znaleźć szlak prowadzący na szczyt wzgórz ciągnących się wzdłuż plaży. Wędrówka ich brzegiem (oczywiście przy zachowaniu wszelkich zasad ostrożności), przeformułowała moje wyobrażenia o Portugalii. Zresztą nie po raz pierwszy.


PHOTOS BY Róża Błaś